| |
Fizyka antycząstek, czyli recepta
na nicość
-
Fizycy nauczyli się produkować duże ilości
najprostszych atomów antymaterii. Dzięki temu być może
odpowiedzą na fundamentalne pytanie: dlaczego w kosmosie istnieją
planety, gwiazdy i galaktyki? Dlaczego istnieje coś zamiast
niczego?
- Tuż po Wielkim Wybuchu, w którym
powstał nasz wszechświat, panowała idealna symetria,
m.in. było tyle samo materii, ile antymaterii. Czym to groziło?
Materia nie potrafi długo współżyć z antymaterią.
Przy zetknięciu się cząstki i antycząstki obie
znikają (anihilują), a w ich miejscu pojawia się
promieniowanie. W miarę stygnięcia wszechświata powinno
więc stopniowo ubywać zarówno materii, jak i antymaterii, aż
do pustej próżni wypełnionej promieniowaniem. Coś
jednak przeszkodziło w ziszczeniu się tego, złowrogiego
dla nas, scenariusza. Co?
- Odpowiedzi na to pytanie mogłyby
udzielić dogłębne studia nad światem antymaterii.
Najbardziej powszechnym pierwiastkiem tego świata jest wodór, a
więc w antyświecie winien dominować antywodór. Kilka
lat temu w ośrodkach CERN pod Genewą i Fermilab pod Chicago
po raz pierwszy wyprodukowano najlżejsze antyatomy. Zamiast
protonu w ich jądrze znajduje się antyproton. Zamiast
elektronu na orbicie krąży jego antycząstka zwana
pozytonem.
- Ta forpoczta antyświata była
jednak nieliczna (antyatomy można było policzyć na
palcach jednej ręki) i poruszała się niemal z prędkością
światła. Z tego powodu prawie natychmiast po przyjściu
na świat atomy antywodoru uderzały w ścianki urządzenia
i znikały w zderzeniu z atomami materii. Dosłownie wymykały
się badaniom.
Zamrożone w kadrze
- Teraz jednak nastąpił
prawdziwy przełom, który umożliwi otwarcie wrót do antyświata.
W CERN zespołowi Athena udało się spowolnić atomy
antywodoru, prawie dosłownie zamrozić ich ruch. Temperatura
antymaterii w pułapce nie przekracza 15 stopni powyżej
absolutnego zera. Dzięki temu można: po pierwsze, zgromadzić
sporą ilość antymaterii, po drugie, jest czas, żeby
dokładnie się jej przyjrzeć.
- Jak jednak obniżyć
temperaturę antywodoru? Nie można go wszak chłodzić
ciekłym helem ani żadnym innym zimnym ośrodkiem zwykłej
materii! Atomy antywodoru trzeba było od początku kompletować
zimne, mieszając zimne składniki - antyprotony i pozytony.
- Pierwszy składnik menu - gorące,
czyli szybkie antyprotony - są produkowane w jednym z akceleratorów
CERN. Fizycy spowolnili je w zderzeniach ze zwykłymi elektronami.
Nie zawsze bowiem, kiedy zderzą się rozpędzona materia
z antymaterią, następuje anihilacja. Im większe są
prędkości cząstek, a co za tym idzie również ich
energie, tym mniejsza jest szansa, że anihilacja nastąpi.
Dlatego można z początku chłodzić antyprotony cząstkami
zwykłej materii. Oczywiście do czasu, kiedy nie ostygną
za bardzo.
- Spowolnione antyprotony oddziela
się od elektronów i gromadzi w magnetycznej pułapce, gdzie
oddzielone są od ścianek magnetyczną poduszką (jak
japoński pociąg na szynie).
- Pozytony pochodzą z rozpadu
radioaktywnego izotopu sodu 22. Zbiera się je w osobnej pułapce,
gdzie są również schładzane po to, aby maksymalnie
zmniejszyć ich ruchliwość.
- Następnie antyprotony i
pozytony miesza się razem, również w pułapce
magnetycznej. Ich ruchy są już na tyle powolne, że gdy
się spotkają, może dojść do przechwycenia
pozytonu przez antyproton i utworzenia antywodoru. Powstały atom
nie ma już ładunku elektrycznego, więc nie więzi
go już pole magnetyczne. Ucieka z pułapki, gdzie trafia w
jedną ze ścian urządzenia i ginie w anihilacji.
- Skąd więc wiemy, że
zaistniał? Fizycy łapią jego sygnał pośmiertny.
Specjalny detektor mierzy powstałe dwa kwanty promieniowania
elektromagnetycznego, a także cząstki zwane pionami, które
są całą pozostałością po anihilowanym
antywodorze.
Szukając skazy
- Jednorazowo w pułapce może
się kłębić 10 tys. antyprotonów i 70 milionów
pozytonów. Autorzy eksperymentu zanotowali 131 sygnałów
anihiliacji. Wiadomo jednak, że aparatura wyłapuje tylko
nieliczne. Szacują więc, że podczas eksperymentu musiało
powstać w sumie blisko 50 tys. antyatomów.
- W drugim etapie eksperymentu
fizycy będą chcieli sprawdzić, czy antywodór świeci
tak samo jak wodór (zostaną porównane częstości
promieniowania przy przeskoku elektronu między dwoma najbardziej
podstawowymi poziomami). Wodór jest jednym z najlepiej
przestudiowanych pierwiastków w fizyce. Na nim najlepiej jest więc
badać wszelkie odstępstwa od przewidywań teorii. Do tej
pory zmierzono już, że proton i antyproton mają taką
samą masę z dokładnością do dziesiątego
miejsca po przecinku, a elektron i pozyton - taki sam moment
magnetyczny z dokładnością do 12. miejsca.
- Tymczasem częstość
promieniowania wodoru i antywodoru można będzie sprawdzić
aż do 14. miejsca po przecinku.
- Potem fizycy postarają się
zbadać, czy antywodór ma taki sam ciężar w polu
grawitacyjnym Ziemi jak wodór. Obowiązująca teoria budowy
materii - tzw. Model Standardowy - mówi, że antycząstki są
niemal wiernymi kopiami cząstek zwykłej materii. A dokładnie:
gdyby odbić nasz świat w zwierciadle, zmienić wszystkim
cząstkom znak ładunku elektrycznego i jeszcze zmienić
kierunek upływu czasu, to powinniśmy się obudzić w
antyświecie, a więc świecie zbudowanym z antycząstek.
I nie powinno być żadnej różnicy między nimi. Kto
wie, być może już niedługo przekonamy się,
czy antyświat jest właśnie takim dokładnym
zwierciadlanym odbiciem naszego świata.
- Albo też odkryjemy jakąś
skazę antyświata (której nasza niedoskonała teoria nie
uwzględniła), dzięki której to my dziś
zamieszkujemy wszechświat, a nie anty-ludzie.
- Można się zastanawiać,
czy jakiś większy odległy fragment wszechświata,
całe galaktyki i gwiazdy widoczne w teleskopach nie są
przypadkiem zbudowane z antymaterii. Nie zdradzi tego ich światło,
bo atomy antymaterii powinny świecić tak samo jak zwykłe
atomy. Nie zdradzi ich masa, bo powinna być taka sama. Jest
jeden argument przeciw. Na granicy dwóch obszarów, gdzie materia
zlewa się z antymaterią, powinno dochodzić do
anihilacji. Stamtąd winno dobiegać do Ziemi
charakterystyczne promieniowanie gamma. Nigdy jeszcze takiego
promieniowania nie zanotowano.
- Czy można wykorzystać
anihilację materii i antymaterii? Teoretycznie jest to
potężne źródło energii. Atomy i antyatomy całkowicie
zamieniają się w promieniowanie. Mała pastylka z
antymaterii mogłaby zasilać silniki międzygwiezdnej
rakiety. 5 kg takiego paliwa jest równoważne rocznej
produkcji energii w Polsce. Na razie jednak znacznie więcej
energii pochłania działanie aparatury (akceleratorów,
kriostatów etc.), za pomocą której produkowana jest
antymateria, niż powstaje w wyniku jej anihilacji. Wystarczy
spojrzeć na rachunki za prąd, jakie musi płacić
CERN. - Gdyby wszystkie antyprotony, jakie dotychczas
"wyprodukowałem", zderzyć z protonami, energii
wyzwolonej w trakcie anihilacji nie wystarczyłoby nawet na
zaparzenie kawy - żartował prof. Gerald Gabrielse z
Uniwersytetu Harvarda.
- Antymateria pojawiła się
już w 1928 r. w równaniu fizyka Paula Diraca. Jednym z rozwiązań
tego równania był elektron, a drugie wyglądało
tak, jakby opisywało elektron z energią ujemną!
Dirac zasugerował, że to odpowiada drugiej doskonale
znanej cząstce - protonowi. To nie trzymało się
kupy - proton jest prawie dwa tysiące razy cięższy
niż elektron. Cztery lata później Carl Anderson odkrył
w promieniowaniu kosmicznym cząstkę, która zostawiała
dokładnie taki sam ślad na kliszach fotograficznych jak
elektron o przeciwnym ładunku. Wtedy skojarzono tę cząstkę
z dziwnym rozwiązaniem równania Diraca. Nazwano ją
pozytonem. Pytany po latach, dlaczego od razu nie wysunął
hipotezy pozytonu, małomówny Dirac krótko odpowiedział:
"Czyste tchórzostwo".
Źródło: www.gazeta.pl
|